Wystąpił błąd w tym gadżecie.

wtorek, 17 lipca 2012

no rumors pleeeease

Kontynuując moją relację z pobytu w Holandii, przedstawiam Wam moją popisową kamizelkę DIY. Początkowo była to ciążowa kurtka oversize mojej mamy, ale z racji że nie nosiła jej od wieków, zaanektowałam ją już w zeszłym roku. Najpierw na przednie klapy naszyłam błyszczący materiał z czarnych cekinów, a następnie wydziergałam na plecach napis: NO RUMORS (am.- żadnych plotek). Powiem Wam, że jest to koszmarna robota, bo mimo, że cekiny są na taśmie, to każdego trzeba przyszywać osobno. I mimo, że męczyłam się z tym okrutnie długo to... kurtka rok leżała w szafie. W sumie nawet nie wiem dlaczego- po prostu jakoś mi nie przypasowała, a ogromnie szkoda jest sprzedawać czy oddawać rzeczy nad którymi tak mozolnie się pracowało. Olśnienia dostałam dopiero parę tygodni temu, kiedy to postanowiłam obciąć kurtce rękawy. Irytowały mnie od początku, bo każda próba podwinięcia ich kończyła się dwiema bombkami po bokach. Dlatego pewnego dnia ciachnęłam kurtkę i oto widzicie końcowy efekt, czyli jeansową kamizelkę oversized z doszytymi aplikacjami:D W tamten dzień połączyłam ją z czerwonym sweterkiem w małe serduszka, legginsami i lordsami. Jako, że byliśmy na zakupach przydała się też szmaciana torba FAKE IT. Znowu trochę offowo, chyba wpłynął na mnie Amsterdam;) Co tu dużo mówić, dobrze się bawiliśmy!
Btw, bardzo tęsknie już do blondu. Niekoniecznie ombre, ponieważ to przejadło mi się totalnie i jest teraz dosłownie wszędzie, ale tęsknie do platyny z pazurem. Może na jesień? Jakie są Wasze opinie? Czekaaaam;) Zostawiam Was ze zdjęciami i moją miłością do Sway The Kooks. Buziaki!






























I will give it you all


poniedziałek, 16 lipca 2012

Amsterdam vol.1

Witam Was po dłuuugiej przerwie! Niestety możliwości mojego małego, wyjazdowego asusa nie pozwoliły mi na bieżąco informować Was o moim istnieniu, ale za to teraz zasypię Was gradem przemyśleń i zdjęć. Na początek wybrałam pierwszy dzień w Amsterdamie. Miasto zaczęłam poznawać w kwietniu, kiedy to moje nogi po raz pierwszy stanęły w ukwieconym państewku. Zachłysnęłam się wtedy multikulturowością tego miasta- od wiek wieków przebywali tam Żydzi, którzy w Hiszpanii czy Portugalii byli notorycznie prześladowani. Amsterdam przez lata był miejscem ucieczki dla wielu imigrantów, więc jego kultura to wypadkowa połowy europejskich nacji. Jest to moim zdaniem też jedno z najbardziej tolerancyjnych religijnie miast. Różnorodność narodowa mieszkańców ma też przekład na ich wygląd. Wychodząc na ulicę nie wiemy praktycznie czego można się spodziewać. Japonki do swetra i szalika? Długie sukienki na rower? Czy może znoszone, brudne trampki do sukienki rodem z Disney'owskich bajek? Tu możecie spotkać każda stylizację. Może to nie Nowy York, ale Amsterdam w Europie przebija pod tym względem wszystkie stolice. Ludzie tam mają też inne podejście do życia. Są dużo bardziej życzliwi niż na przykład Paryżanie, którzy do obcych podchodzą z ogromnym dystansem. Może to przez marihuanę? Nie wiem, ale wydaje mi się, że nie. Mimo wszystko na Ulicę Czerwonych Latarni dalej bałabym się iść sama w nocy ;) Kiedy stoi się w sercu Amsterdamu- na Placu Dam- wszystko dookoła Was się rusza. Nie ma chwili spokoju. Trzeba uważać na hordy rowerów, biegających z aparatami Japończyków czy mężczyzn spieszących na Red Light District;) A wszystko ogląda się z dodatkiem słodkawej mieszanki zapachów- marihuany, papierosów i... Amsterdamu ;)

Mój outfit nie jest niczym specjalnym. W tamten dzień pogoda zmieniała się (dosłownie) co 5 minut, więc rozbieraliśmy się i ubieraliśmy niemalże co chwilę. Nie mogłam też pozwolić sobie na spódnice czy sukienkę, ponieważ w planach mieliśmy wypożyczenie rowerów. Wysokie buty odpadły naturalnie, bo spędziliśmy tam cały, długi dzień;) Tak więc mam na sobie podwinięte rurki, koronkową, białą koszulę i miętową marynarkę. Pazura dodają lorsy z ćwiekami, złoty zegarek i moja nowa miłość- transparentne okulary w starym stylu. Reszta to już znajome Wam miętowe dodatki. Ah jak zwykle- do sedna przeszłam na końcu, napisałam dwa zdania, ale o odczuciach mogłabym pisać w nieskończoność. Nic nie poradzicie na moją miłość do pisania;) Z resztą tak jak ostatnio powiedziała pewna dosyć znana blogerka- ludzie bardziej zapamiętują obrazy, a nie wywody na temat dlaczego to do tego i w takim kolorze. Sprawdza się? Nie wiem, ale zawsze zostawiam Wam chociaż krótki komentarz 'dlaczego' ;)

Zdjęcia są robione głównie z mojego telefonu, ponieważ... zapomnieliśmy z domu aparatu;) W gorączce przygotowań do wyjazdu niestety nie został nawet wzięty pod uwagę. Także całą Holandię zwiedzicie ze mną przy fotkach o nieporównywalnej jakości, ale cóż przecież najważniejsze są odczucia! :)



















:3















<3








over!
a na następne zdjęcia zapraszam już pewnie wieczorem! kis!

LOOKBOOK

<!--BEGIN LOOKS WIDGET--><script src="http://ajax.googleapis.com/ajax/libs/jquery/1.4.2/jquery.min.js" type="text/javascript"></script><script src="http://lookbook.nu/widget/looks.js?id=1156455&thumbs=1&source=my_looks&gender=both&align=center&r=1315238541&hash=d4d5a77c6fcee4c77b9ec86182eec72a"></script><div id="lb_looks_widget_1315238541"></div><!--END LOOKS WIDGET-->